Konstanty Ildefons Gałczyński 1905–1953
Słoniarnia

082-konstanty-galczynski-sloniarnia W Poznaniu, gdzie jest słoń
i milion restauracyj,
postanowili zjazd
zrobić prawdziwi Polacy.
A wiec panowie barwiarze
przystroili się w bandaże,
Romanowi Dmowskiemu
chleb z sola podali na tacy.

Kiedy pan Marian Seyda
odegrał Mariacki Hejnał,
to z piersi panny Szebeko
elokwentne trysnęło mleko,
a z ust wonny wypłynął aromat. […]

A kiedy się to skończyło,
wszystkim było b. miło,
zagrała harfa eolska,
w ZOO zatrąbił słoń.

O, biedna, biedna Polska…

Zjeżdżanie endeków


Konstanty Ildefons Gałczyński to nie tylko „facet księżycowy” – jak pisał o sobie w Trąbkach świątecznej poczty – ale i facet o niezwykle wyostrzonym zmyśle ironii. Genezy opisywanej przez niego endecji (Ruch Narodowy, Narodowa Demokracja) upatruje się w upadku powstania styczniowego (jej początki opisane zostały w haśle poświęconym twórcy endecji – Romanowi Dmowskiemu). Wspomniany w utworze Marian Seyda, związany z endecją, pracował jako komisarz Ligi Narodowej na zabór pruski. Po zamachu majowym wrócił do pracy jako dziennikarz i od 1926 r. pełnił obowiązki redaktora naczelnego „Kuriera Poznańskiego”. Gałczyński urodził się w Warszawie 23 stycznia 1905 r. W roku 1914 jego rodzinę ewakuowano do Moskwy, a do Warszawy powrócili po czterech latach. Pierwszy wiersz poety ukazał się w 1923 r. w czasopiśmie „Rzeczpospolita”. Gałczyński studiował filologię klasyczną i anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim, żadnego z tych kierunków jednak nie ukończył. Związał się z „Cyrulikiem Warszawskim”, przyłączył się do „Kwadrygi”. Od 1931 r. pracował w konsulacie w Berlinie, 14 kwietnia 1933 r. wrócił do Warszawy, w następnym roku wyjechał do Wilna. Tam dużo drukował, pojawiał się w radiu. W 1936 r. urodziła się jego córka Kira. 24 sierpnia 1939 r. poeta został zmobilizowany, a 17 września trafi ł do niewoli, którą spędził w oflagu. Powstała wówczas Pieśń o żołnierzach z Westerplatte. Po wojnie jego locus amoenus stała się leśniczówka Pranie nad Jeziorem Nidzkim na Mazurach. Tam powstała Kronika olsztyńska. Gałczyński zmarł 6 grudnia 1953 r., spoczywa na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Zbigniew Banaszak w szkicu Konstanty Ildefons Gałczyński w Wielkopolsce wskazuje na dziesięć lat związku Gałczyńskiego z ziemią wielkopolską. Charakteryzuje ten okres: „to inna fizjonomia regionu oraz inna mentalność jej mieszkańców. […] Królował u nas wtedy specyficzny język z przewagą gwarowości o składni i gramatyce wyniesionej ze szkoły pruskiej. W latach przedwojennych, a nawet gdzieś po lata 1950–1956, punktualnie o godzinie 22.00 zamykano wszystkie bramy i wejścia do kamienic, ulice Poznania po tej godzinie świeciły wówczas pustkami. Czy dzisiaj ktokolwiek jeszcze to pamięta? Podobnie jak to, że w mieście nie znalazł na ziemi ani jednego papierka […]. Park Wilsona wieczorem zamykano po trąbce stróża?”. W 1933 r. w Gościejewie niedaleko Rogoźna Gałczyński napisał wiersz Habent sua fata libelli. Banaszak dodaje: „Wielkopolskiej społeczności szerzej Gałczyński zaprezentował się dzięki Józefowi Kisielewskiemu redagującemu wówczas »Tęczę«. I tak przez cały rok 1938 co miesiąc pod tytułem Rok polski ukazywały się utwory Gałczyńskiego”. Publikował także w „Okolicy Poetów”. O wierszu Wesoła gwiazdka pisze Banaszak jako o „darze bezcennym dla Wielkopolan”: Zakochani idziemy pod rękę pod światłem Wielkiego Wozu. A pamiętasz czarną udrękę, gdy listy pisałem z obozu? […] Gałczyński wskazał miejsce i czas napisania wiersza: „Poznań, Nowy Ratusz, grudzień 1948”. Nowy Ratusz – tu łatwo o pomyłkę, dziś w Poznaniu bowiem Ratusz kojarzy się tylko z budowlą na Starym Rynku – to niegdysiejsza nazwa Zamku cesarskiego. Janusz Pazder zauważa, że „Losy zamku zostały ostatecznie przesądzone w 1947 roku, kiedy to postanowiono o jego pozostawieniu i przeznaczeniu na siedzibę władz miasta, jako tzw. Nowy Ratusz […] Zamkowe wnętrza zostały w doraźny sposób zaadaptowane na potrzeby urzędu”. Taką funkcję pełnił Zamek do 1962 r. Poeta podczas pobytu w Poznaniu nocował prawdopodobnie właśnie w tym miejscu. Gałczyński patronuje ulicy na poznańskim Marcelinie.
Joanna Roszak
Słoniarnia

Napisany w 1929 r. wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego niezwykle aktualny stał się po 80 latach, gdy obok tysiąca restauracji w Poznaniu ponownie pojawił się słoń… Przez dziesięciolecia ulubienica pokoleń poznaniaków była indyjska słonica Kinga, która czekała na odwiedzających w swoim maleńkim wybiegu w Starym ZOO. Po jej śmierci w 2003 r. postanowiono sprowadzić do Poznania słonie, powołano Towarzystwo Przyjaciół Ogrodu Zoologicznego, które opracowało projekt nowoczesnej słoniarni na terenie Nowego ZOO. Budowa ruszyła w 2007 r., a po dwóch latach uroczyście otwarto przeszklony budynek o powierzchni 3500 m² z ogromnym wybiegiem, stajniami i boksami oraz przylegającymi doń otwartymi wybiegami mającymi 2,5 ha oraz 6 ha, gdzie stworzono warunki zbliżone do naturalnych. A wszystko po to, aby w Poznaniu zamieszkało stado składające się z samca oraz 4–5 samic wraz z potomstwem. Pierwsze przybyły dwa afrykańskie słonie: Yzicka przywieziono z Izraela, ale to nie on, ale Ninio z Węgier wywołał oburzenie prawicowego radnego i skandal o światowym zasięgu. Michał Grześ wyczytał bowiem, ze Ninio w poprzednim zoologu preferował słonie, a słonice bił trąbą i odganiał. „Nie po to wydawaliśmy 37 mln zł na największą w Europie słoniarnie, aby mieszkał w niej słoń gej” – grzmiał radny na sesji i nie przekonały go wyjaśnienia pracowników ZOO, którzy tłumaczyli, ze Ninio dopiero dojrzewa płciowo, lubi się bawić, a słonice odganiał, bo mu podjadały marchewki i siano. Ninio stał się symbolem poznańskiej homofobii, w jego obronie organizowano marsze poparcia, śpiewały o nim drag queens, powstał Ninio Knows How Festiwal, a historia była komentowana nawet przez telewizje chińska. Radny Grześ co prawda tłumaczył, ze nie jest homofobem i tylko żartował, ale takie oświadczenie nie było już zadnym newsem. Złośliwi twierdza, ze wszystko to było inteligentnie zaplanowana kampania promocyjna, dzięki której od miesięcy tłumy gości przybywają do słoniarni, by przekonać się, czy słynny poznański słoń jest homo, hetero, a może bi. Preferencje seksualne Ninia wkrótce zapewne się objawia, bo zamieszkała z nim – przybyła z Holandii – słonica Linda.
Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *